Marienburg.pl
Nasze Miasto, Nasza Pasja...

Zakon Krzyżacki - Konrad Wallenrod

Aida - Pią 26 Gru, 2008 21:31
Temat postu: Konrad Wallenrod
Bardzo ciekawa postać, (sprofanowana okropnie przez Mickiewicza). ;)
Można się o nim sporo dowiedzieć z ciekawego (choć starego) opracowania zamieszczonego w KPBC; polemikę z Mickiewiczem można sobie darować, za to opracowanie biograficzne na stronach 4-28 warto przeczytać, jest naprawdę interesujące.
http://kpbc.umk.pl/dlibra...=11665&dirids=1
W sumie to miała zamieścić już dawno ale jakoś nie było okazji... ;-)
Dorzucam wizerunek Wallenroda z Felbingera na którym K.v.W. łypie.
Zwróćcie uwagę na hełm ze skrzydełkami. :-)

Gdańszczanka - Pią 26 Gru, 2008 21:48

:clap:

mimo, że to nie mój Winrych... przeczytam.

Aida - Pią 26 Gru, 2008 22:58

Przeczytaj bo warto. :)
Na zachętę parę fragmentów (nie, nikt mi nie płaci za reklamę):
Cytat:
"Konrad Wallenrod urodził się w roku 1339 z ojca Tyberyusza z linii Wallenrodów-Streitau, z matki Barbary Sternberg, na chrzcie otrzymał imiona Konrad i Tyberyusz ale tylko pierwszem się podpisywał. Starożytne gniazdo Wallenrodów zamek Streiteu, leżał w Frankonii, w dawniejszem opactwie Himmelscron, w pobliżu miasta Kulmbach."

Warto by sprawdzić, czy zachowały się jakieś widoki zamku z dawnych epok, no i w ogóle gdzie to jest. :)
Na drzewku u Hennebergera (gdzieś tu Gdańszczanka zamieszczała), protoplastą pruskiej linii rodu Wallenrodów ma być Mikołaj.
Cytat:
"W którym roku Konrad Wallenrod stanął w Prusiech i wstąpił do Zakonu nie wiadomo, ale jak sam o sobie w liście pisze był wówczas jeszcze młodym, Jan zaś [ten co opisał m.in. sobór w konstancji itd.], który przybył równocześnie z Konradem i przez niego wychowanym został, był wtenczas chłopięciem."

I dalej całe mnóstwo smakowitych szczegółów, również o rodzinie Wallenrodów w Prusach:
Cytat:
"Reichenau (...) gdy w roku 1835 (...) miał zbadać jej tabelę genealogicznie, nie miał w pokoju swym miejsca na rozłożenie tej tabeli."


Na stronie szesnastej jest opis pewnego incydentu związanego z ówczesną obyczajowością rycerską, i tzw. mensa honoris (stołem honorowym), czytałam o tym wcześniej u Wiganda i od niego zaczerpniętą tę historię: był bowiem sięgający legendy króla Artura obyczaj, że podczas uczty stawiano stół przy którym usadzano rycerzy, którzy czymś nadzwyczajnym się wsławili. W Królewcu podczas przygotowań do takiej uczty rycerze angielscy i szkoccy pobili się o miejsce przy stole i jeden z nich został zabity (niejaki Szkot Wilhelm Duglas). W obliczu śmierci gościa nie wypadało wyprawiać uczty i cała impreza musiała zostać przesunięta na inny termin i inne miejsce - odbyła się dopiero pod Kownem, gdzie biesiadnicy z przyczyn strategicznych ucztować musieli w zbrojach. :)
Wiemy, że Wallenrod był ponoć człowiekiem porywczym, ale mało kto zwraca uwagę, że był również wybitnym dyplomatą i przezornym politykiem. Zakon np. skłócony był z miastami pruskimi w sprawie hanzy i spraw handlu, i tak:
Cytat:
"pierwszy wpadł na pomysł, aby obok tych miast zakładać przedmieścia należące do Zakonu i mogące paraliżować handel i politykę miast hanzeatyckich".
Posunięcie godnie strategii marketingowej XXI wieku. :)
Był też świetnym dyplomatą:
Cytat:
"był nie tylko mistrzem we władaniu mieczem ale i mistrzem pióra, a w ciągu dwuletniego panowania napisał więcej korespondencyj dyplomatycznych, niż niejeden z jego poprzedników w ciągu lat dziesiątka."
(No, Konrad von Jungingen go potem przegonił, ale on rządził kilkanaście lat.)
Dalej też opis jak go widzieli kronikarze w tym ciekawy cytat z "Historia brevis magistrorum Ordinis Theutonicae gentis":
Cytat:
"...był czarnej cery i strasznego wejrzenia, bitwom i wojnie cały oddany, nienawiść jego do Polaków przechodziła wszelkie pojęcie, i gdyby go śmierć nie była zaskoczyła, byłby im dużo złego wyrządził. Taką samą nienawiścią pałał podobno przeciw zakonnikom i ksieżom..."

Podobny trochę z wyglądu do Zawiszy. :) Jak widać wrogów nie trawił, a że akurat myśmy wypadli jako wrogowie, to już nasz pech. :mrgreen: Frapuje mnie tylko antyklerykalizm, być może był to w głębi ducha bardziej rycerz niż zakonnik, a może jak zwykle kronikarze trochę przesadzają, bo autor pisze potem, że:
Cytat:
"w całym Zakonie była tendencyja dążąca do ograniczenia braci duchownych"

i dalej najśmieszniejszy fragment:
Cytat:
"Blumenau, przechował anegdotę charakteryzującą lekceważenie duchowieństwa ze strony Wallenroda. Miał on się kiedyś wyrazić, że wielka liczba księży jest zbyteczna, że wystarczy jeden zamknięty na poddaszu, któregoby na powrozie spuszczać można dla udzielania sakramentów."

Mało, że facet obrotny i inteligentny to jeszcze miał poczucie humoru. :hahaha: :hahaha: :hahaha: I jak go tu nie lubić? :mrgreen:
Na koniec dla Gdańszczanki wyciąg opisu uczty u Winrycha von Kniprode'a. ;)

Gdańszczanka - Pią 26 Gru, 2008 23:04

Aida napisał/a:
"Reichenau (...) gdy w roku 1835 (...) miał zbadać jej tabelę genealogicznie, nie miał w pokoju swym miejsca na rozłożenie tej tabeli."


właśnie to mi wpadło w oko :-)
rozłożyłam tabelę Hennebergera i drukuję o Miszczu :mrgreen:

Aida - Pią 26 Gru, 2008 23:15

Gdańszczanka napisał/a:
rozłożyłam tabelę Hennebergera i drukuję o Miszczu :mrgreen:
Koniecznie zamieść wnioski!!
Ciekawe czy żyją krewni. :)
Poniżej jeszcze dwa wizerunki Konrada. Drugi to XIX-wieczne rozwinięcie ryciny z pierwszego postu, pierwszy zaś jest autorstwa Antoniego Oleszczyńskiego (? tak opisane) (1794-1879) i podejrzewam, że wiem na czym wzorowany ale o tym na razie - sza! :what:
P.S. A swoją drogą kot na awatarze Gdańszczanki ma spojrzenie ja ten Wallenrod na rycinie Felbingera.

Hagedorn - Pią 26 Gru, 2008 23:16

Aida napisał/a:
Ciekawe czy żyją krewni

jam Ci! :hahaha:

Gdańszczanka - Pią 26 Gru, 2008 23:20

a, to akurat łatwo sprawdzić czy żyją :-)
Aida - Pią 26 Gru, 2008 23:30

Cytat:
a, to akurat łatwo sprawdzić czy żyją :-)
:shock: Znaaajdź miii! :clap:
Hagedorn to wylegimitymuj się waść. ;-) ;-) ;-)

Aida - Pią 09 Sty, 2009 13:42

Muszę zamieścić małe sprostowanie: wizerunek w poście nr. 1 nie jest jak widać drzeworytem ale to rycina wykonana na podstawie drzeworytu Felbingera. Prace Felbingera są drzeworytami, mają sygnaturę C.F. i różnią się od ich późniejszej XVII wiecznej rytowanej przeróbki (np. nie mają elementów XVII-wiecznego sztafażu, jak zakręcone wąsy, czapki i stylizacji elementów uzbrojenia na styl siedemnastowieczny (np. ww. skrzydełka są przedstawione w sposób typowy dla XVII wieku, z rzadkim rozstawieniem piórek - taka konwencja). :-)

Aaa, zapomniałam. W "Der Dom in Koenigsberg in Preussen" jest dość szeroki opis biblioteki Wallenrodów, mieszczącej się przed wojną przy katedrze. Zawierać miała bodajże 3000 woluminów, na jej wyposażeniu było też trochę ciekawych zabytków i obrazów, m.in. pędzla Lucasa Cranacha (nie pamiętam tylko którego).

Aida - Pon 23 Mar, 2009 00:08

Przypomniała mi się jeszcze ciekawostka...
Otóż do mickiewiczowskiego poematu Amilcare Ponchielli napisał muzykę i tak powstała opera o fantastycznym-Konradzie-Wallenrodzie. Nosi tytuł "I Lituani" powstała ok. 1875 roku.
Ciekawa jestem jak brzmi. :mrgreen:

Aida - Pon 08 Cze, 2009 13:20

Dzięki Cayence dostałam w łapki bardzo ciekawą kronikę siedemnastowieczną autorstwa ks. Jan Leo "Dzieje Prus" (tyt. oryg. Joanne Leone Historia Prussiae) wydana w 1725 roku a pisana w roku 1631 - jak wynika z przedmowy; w przekładzie bp. Juliana Wojtkowskiego wyd. Olsztyn 2008.
Autor opierał się jak pisze głównie na Kromerze - co widać w tekście - wiele tu też zapożyczeń jakie Kromer wziął z Długosza; ale są tu też ślady innych źródeł, niestety nie zawsze rozpoznawalnych, i nie podanych, w owym czasie bowiem nie było zwyczaju tworzenia bibliografii (choć np. Hartknoch się z tego wyłamał podając listę kronik, które opisywały dzieje ziem pruskich, i za to go lubię).
Kronika pełna jest soczystych anegdotek, o różnym stopniu prawdopodobności, które z punktu widzenia historycznego wymagają zapewne weryfikacji choćby pod kątem prawdopodobieństwa, ale dla miłośników smacznych kąsków i plotek są pyszniastym deserkiem (z tej serii jeszcze lepsze polecam dwie kroniki XIX-wieczne, do znalezienia w sieci jedna bodajże Narbutta a druga Leona Rogalskiego - z tej drugiej pochodzi moja ulubiona anegdotka o Judaszu pod Grunwaldem a z pierwszej o pijanym Markwardzie pod Kownem; a no i oczywiście obydwaj czerpali z dorobku dwóch najsłynniejszych plotkarzy historyjek okołokrzyżackich: Grunaua i Długosza).

Jan Leo pisze też co nieco o Konradzie Wallenrodzie. Np.
"Człowiek czarny, wielkiego oblicza, gniewny, żądny zaszczytów chciwy, niezbożny, jak wyniknie z tego co nastąpi."

Legenda głosi, że przyczyną śmierci Wallenroda mogła być wścieklizna (straszna choroba do dziś nieuleczalna); Jan - być może za Kromerem, musiałabym sprawdzić - jeszcze w innym znaczeniu łączy Walenroda z psami:
"Mistrza Waleroda zwano pospolicie aby ubliżyć, Waltrödde, co po Germańsku znaczy dziki piesek." Słodkie. :->

Wallenrod wg.autora miał umrzeć podczas powrotu z kampanii wileńskiej w 1391 roku (znam też wersję, że umarł w Malborku):
W innym miejscu:
"Roku 1393 umiera Konrad Walenrod podczas wielkiej burzy, błyskawic i grzmotów, co pospólstwo źle tłumaczyło. Poprzedziły też jego śmierć ciągłe deszcze, przez które zasiewy zgniły na polach. Wisła i Nogat zerwały nasypy."
I dalej znowu o psach (być może chodzi właśnie o atak wścieklizny):
"Ale też gdy wracał z tej wyprawy do domu, porwany wewnątrz złośliwą gorączką, popadł w obłęd z powodu wielkiego bólu, tak jakby zmagał się z psami. W takim szaleństwie wyzionął nieszczęsną duszę. A gdyby Bóg nie zabrał go spośród spraw ludzkich miał być zgładzony przez jakiś spisek."
Informacja o spisku brzmi dość sensacyjnie, skąd autor mógł ją wziąć nie wiem, warto by znaleźć z jakiego to źródła (niestety, Kromera czytałam we fragmentach, bo gruby to tom, i długo się czyta, przez co nie wiem czy to z Kromera, czy nie z Kromera, można by sprawdzić).

Z innych ciekawostek: zdaniem autora Wallenrod zapoczątkować miał pewien obyczaj dotyczący tytulatury:
"Konrad Celner (...)" (Conrad Zollner von Rotenstein) "(...) z tego powodu był jak najbardziej zalecany, że w miarę możliwości powściągał nieumiarkowanie swych braci, chciwie zabiegających o nową nazwę i przekonywał, że trzeba zachować dawną nazwę Apostolską i dla swej osoby zachował. Ten pierwszy przydał sobie tytuł Władcy, pisząc że jest Mistrzem z Bożej łaski i był sprawcą tego, że posługiwali się nim Wielki Komtur, Marszałek i niektórzy inni urzędnicy, co odtąd weszło w użycie. Chociaż tytułów tych wolno im było nadać z nadania Cesarza, jak powiedziane zostało na początku Zakonu."
(...)


Ponieważ zaś siedemnastowieczny autor był jezuitą, przeto przez cały czas cytuje poprzedzających go duchownych kronikarzy, którzy wskazują na swoisty "antyklerykalizm" Konrada Wallenroda:
"On sam siebie zwał przyjacielem BOGA a nieprzyjacielem Kapłanów. Gottes freund, Undt aller Pfaffen feindt. Zwykł był mawiać, że w poszczególnych krainach trzeba utrzymywać Kapłanów po jednym, z Biskupem w jakiejś znakomitszej miejscowości, aby nikomu nie przeszkadzali, a można było ich mieć wtedy, gdy sama konieczność tego wymaga do tego do czego ustanowieni zostali."

To wiemy, ale dalej jest ciekawiej:
"Umarł, jak słuszna, bez spowiedzi i rozgrzeszenia Sakramentalnego oraz Komunii świętej. Skoro bowiem za życia znienawidził i wzgardził Kapłanów, zarówno świeckich jak i zakonnych, a nawet własnego Zakonu, których zwał psiarkami: za niegodnego ich jako sług i narzędzi Boga został przezeń uznany."

Autor wyraźnie sugeruje, że księża mogli odmówić udzielenia sakramentów umierającemu (!). Dalej - w następnym akapicie, jednym tchem - sugeruje kolejną przyczynę, dość sensacyjną, Konrad Wallenrod miał mieć bowiem na usługach pewnego lekarza, heretyka, otwarcie sprzeciwiającego się Kościołowi; i w tym upatruje przyczynę tak drastycznego potraktowania umierającego mistrza:
"Albo też jako błędnowierca i opiekun błednowierców pozbawiony został Sakramentów Kościoła, bo (nawet zanim Mistrzostwa dostąpił) utrzymywał u siebie Doktora Leandra, Albańskiego lekarza, heretyka wypędzonego z Galii i miał za ulubieńca, a chociaż posługiwał się nauką, mimo to odważał się dla jej obrony schodzić z Mnichami, nawet pod karą ognia kto by sprawę przegrał."

Domniemane tezy Leandra, rzeczywiście brzmią jak na owe czasy wyjątkowo rewolucyjnie :) :
"Przedkładane przezeń artykuły były następujące.
1) Wszyscy, którzy mnichom i Kapłanom udzielają wsparcia, są pod władzą Diabła, bo wspierają leniuchów, podczas gdy Bóg stworzył człowieka do pracy.
2) Wszyscy Władcy, którzy wznieśli Klasztory, jak długo stoją całe, nie mogą zażywać oglądania Boga.
3) Wszyscy Mnisi i Kapłani są zakłamanymi błednowiercami, bo nie zachowują swoich ślubów i nie czynią tego co nakazują i czego uczą.
4) Wszyscy kaznodzieje trzymani są pod władzą Diabła, ponieważ zakazują stosunku z kobietami, który Bóg dozwolił.
5) Modlitwy, stan, dzieło i wiara każdego człowieka jednakowo Bogu się podobają i nie ma piekła, jak tylko dla tych, którzy nie są posłuszni swemu pożądaniu.
6) Odprawiać Msze, głosić kazania, spowiadać, śpiewać, obchodzić święta, pościć, przeciwstawiać się pragnieniom serca, to wynalazek chciwych kapłanów.
7) Wszyscy, którzy dobrze myślą o Papieżu, o odpustach, o jego karach i prawach nie mogą być zbawieni przed sądem ostatecznym.
8) Wszystkie niewiasty, które odmówiły spółkowania domagającym się mężczyznom i wzajemnie wszyscy mężczyźni, którzy tego odmówili niewiastom będa oglądać Boga jakby przez ciemną zasłonę, chyba, że spełnią pokutę uprawiając nierząd poza małżeństwem."

Wspomniany Leonard miał jednak nie dotrzeć na rozprawę kwidzyńską, zginął bowiem jak donosi autor w tajemniczych okolicznościach (czyżby go zamordowano?):
"Gdy więc on miał zacząć uroczystą rozprawę z Mnichami w Kwidzynie i już przyszedł blisko miasteczka, znaleziony został utopiony w gliniance."

Dla przypomnienia - nie w ziemi poświęconej, ale poza nią chowano przestępców i innych "wyklętych ze społeczeństwa", zaś wrzucenie zwłok do glinianki bądź bagna lub ścieku równało się w pewnym sensie wysłaniu go do piekła... Oczywiście wniosek dla autora (lub tego, z kogo autor cytuje) jest oczywisty:
"Z opiekunem swym Walerodem wziął życia koniec nieszczęsny, ale stosowny do swych czynów i nauki. Niemniej to czego uczył w wielu sercach utkwiło głeboko."

Ostatnie zdanie jest szczególnie zastanawiające, najwyraźniej wspomniany Leander był czymś w rodzaju protoprotestanta, takiego poprzednika Lutra, cóż, widać nie Jan Hus pierwszy zaczął, ferment w ówczesnych strukturach kościelnych snuł się dużo wcześniej (no i tych dwóch papieży...).

To tak gwoli anegdotek i ciekawostek, całkowicie niesprawdzonych ale dla plotkarzy... :mrgreen:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group